dom całoroczny
Dom stoi na dużej, ogrodzonej działce w lesie, kilka kroków od jeziora Urszulewskiego. Z jednej strony – cisza, zieleń i śpiew ptaków zamiast klaksonów. Z drugiej – realne atrakcje dla dzieci i dorosłych, dzięki którym nikt nie zapyta po dwóch godzinach: „Mamo, a kiedy jedziemy do domu?”.
Na zewnątrz czeka spory teren do biegania, grania, wymyślania zabaw i wybiegania całej tej dziecięcej energii, którą w mieszkaniu zwykle przyjmuje na siebie kanapa i regał z książkami. Jest prywatny staw z pomostem (idealny na pierwsze lekcje wędkowania z tatą czy dziadkiem), miejsce na ognisko, gdzie można zrobić kiełbaski i ziemniaki z żaru, a do tego prywatny kort tenisowy czynny w sezonie. Dzieci mogą próbować swoich sił z rakietą, a rodzice – odkurzyć dawne sportowe ambicje, albo po prostu potraktować tenis jako usprawiedliwienie do wieczornego jacuzzi.
No właśnie, jacuzzi. Na zadaszonym tarasie stoi duża, ciepła bania z bąbelkami – idealna na wieczór, kiedy dzieci w końcu zasną albo zajmą się bajką. Obok jest duży drewniany stół, grill i wyjście do ogrodu. Czyli klasyk: dzieci biegają po trawie, a dorośli siedzą, jedzą, rozmawiają i nie muszą pilnować, czy ktoś nie wbiegł pod samochód – bo tu po prostu nie ma ulicy.
W środku znajdziecie przestronny salon z kominkiem i wygodnymi kanapami oraz fotelami, które można rozłożyć, kiedy przyjedzie większa ekipa. Jest telewizor z dekoderem i Netflixem, głośniki, szachy, karty, książki – wszystko, co przydaje się, gdy pogoda postanowi przypomnieć, że to jednak Polska. Obok jest duża, w pełni wyposażona kuchnia z jadalnią, w której stół spokojnie pomieści 10 osób. Sprzęty codziennego użytku typu zmywarka, pralka, mikrofalówka, ekspres przelewowy, komplet naczyń i akcesoriów kuchennych są na miejscu, więc nie trzeba pakować połowy domu do bagażnika.
Na piętrze czekają 4 sypialnie z podwójnymi łóżkami, pojedynczymi łóżkami i rozkładanymi fotelami – jest gdzie rozlokować rodzinę wielodzietną, kuzynostwo i to jedno dziecko, które „śpi tylko z mamą”. Czysta pościel i prześcieradła są na miejscu, więc odpada kolejna torba z domu. W całym budynku jest internet, więc jeśli trzeba będzie ogarnąć coś „na szybko z pracy” albo puścić dzieciom ulubioną bajkę online, to się da.
Willa w Urszulewie sprawdza się zarówno na weekendowe wypady, jak i dłuższe urlopy. To miejsce, gdzie dzieci mają przestrzeń do zabawy, kontakt z naturą, jezioro dosłownie za rogiem i masę ruchu na świeżym powietrzu. Rodzice mają spokój, wygodny dom, wieczory przy kominku lub w jacuzzi i ten luksus, że nikt z sąsiadów nie zapuka, bo ktoś za głośno się śmieje przy ognisku.
Najmłodsi w Urszulewie raczej nie będą mieli czasu na nudę. Już 100 metrów od domku czeka na nich publiczna plaża z placem zabaw – wystarczająco blisko, żeby dojść tam w klapkach, i wystarczająco daleko, żeby piasek nie był w każdym talerzu. Woda przy brzegu jest długo płytka, więc dzieci mogą bez pośpiechu moczyć nogi, budować zamki, taplać się i testować wszystkie możliwe wersje „mamo, patrz!”. Rodzic w tym czasie ma realną szansę spokojnie usiąść, dopić kawę jeszcze ciepłą i nie wykonywać sprintu na każde wejście dziecka do wody.
Jeśli Wasze dzieci należą do tych, które trudno utrzymać w jednym miejscu, dobrze się składa. Na terenie obiektu jest kort tenisowy, miejsce do badmintona i przestrzeń do wszelkich piłkarsko-biegowych aktywności. Można pograć z dzieckiem w „prawie Wimbledon”, urządzić rodzinny turniej serwów, albo po prostu wypuścić małych zawodników na trawę, żeby wyładowali pokłady energii przed snem. Im więcej biegania, tym spokojniejszy wieczór – prosta zależność, którą ten dom bardzo wspiera.
Na czas, kiedy trzeba trochę zwolnić tempo (albo uratować dzień w razie gorszej pogody), w środku czeka domowa baza rozrywki: książki, gry, puzzle, kolorowanki. Można zbudować z dzieckiem puzzle-imperium na podłodze, zrobić rodzinny turniej planszówek albo zarządzić godzinę ciszy z książką – dla każdego coś, co nie wymaga ekranu. A dla rodziców to idealny moment, żeby chociaż przez chwilę poczuć, że w domu jednak panuje kontrolowany chaos.
Najmłodsze maluchy też mają tu swój komfort: dostępne jest krzesełko do karmienia i łóżeczko turystyczne. Mniej sprzętów do pakowania w samochód, mniej kombinowania na miejscu, gdzie położyć dziecko spać i jak je wygodnie nakarmić. Efekt uboczny: lżejszy bagaż, mniejsza logistyka i większa szansa, że wieczorem znajdzie się czas na chwilę dorosłego odpoczynku, zamiast montowania prowizorycznego łóżeczka z krzeseł i poduszek.
Podsumowując – dzieci mają gdzie biegać, chlapać się, wspinać, grać, rysować i układać, a rodzice w końcu mogą przestać być całodobową agencją animacji czasu wolnego. Tu program dnia układa się praktycznie sam.
Rano wypuszczasz młodych na trawę, na hamaki, na leżaki, nad oczko wodne – mogą biegać, wymyślać własne zabawy, budować bazy i testować ile czasu da się patrzeć na rybki, zanim zrobi się nudno. Ty w tym czasie możesz spokojnie dopić kawę na zadaszonym tarasie, patrząc na las zamiast w monitor.
Bliskość jeziora (100 metrów, więc nawet z wanienką zabawek da się dojść) to klasyk rodzinnych wyjazdów: pływanie, moczenie nóg, budowanie mikroplaż, pierwsze, trochę krzywe, ale dumne próby pływania. Jeśli masz starsze dzieci albo po prostu lubisz wodne akcje, w trzy minuty autem (albo spokojnym spacerem przez las) jesteście przy wypożyczalni sprzętu wodnego. Kajaki, rowerki, SUP – dzieciom świecą się oczy, dorosłym robi się trochę lżej na głowie.
Na miejscu łatwo zorganizować dzień tak, żeby wszyscy mieli swoje pięć minut. Dzieci mogą krążyć między ogniskiem (pieczone kiełbaski i wieczorne opowieści), grillem, podchodami w lesie i zabawą nad oczkiem wodnym, a dorośli w tym czasie łapią oddech na leżaku, nadrabiają książki albo po prostu siedzą i nic nie muszą. Wspólne wieczory przy ogniu robią robotę – dzieci padają później, ale za to szczęśliwe i przesiąknięte dymem z ogniska jak z najlepszych wakacji z dzieciństwa.
Jeśli uda się zorganizować „dorosłe piętnaście minut” (albo i dłużej), wjeżdża strefa regeneracji. Jacuzzi to opcja na realne odpuszczenie, kiedy dzieci zasną albo przejmie je dziadek/ciocia/znajomi. Kort tenisowy docenią ci, którzy lubią się zmęczyć w kontrolowany sposób – można zagrać z partnerem, starszym dzieckiem, albo zrobić turniej „rodzice kontra reszta świata”. A kiedy naprawdę potrzebujesz ciszy, idziesz na spacer do lasu – sam, we dwoje albo w formie rodzinnej wyprawy na „poszukiwanie skarbów” (czytaj: szyszek, patyków i spokoju).
Masz do dyspozycji w pełni wyposażony aneks kuchenny, czyli wszystko to, co w domu: talerze, sztućce, garnki, kubki, kieliszki i reszta drobiazgów, które sprawiają, że da się normalnie ugotować obiad, zrobić kolację albo tylko szybko ogarnąć śniadanie dla jeszcze zaspanych dzieci. Jest piekarnik (na rodzinne pizze, frytki “jak z ulubionej knajpy” i zapiekanki, które ratują wieczory), kuchenka gazowo-elektryczna do klasycznych domowych obiadów, mikrofalówka na błyskawiczne podgrzewanie słoiczków, naleśników z wczoraj czy kakao, opiekacz do tostów na “śniadanie w 3 minuty” oraz ekspres przelewowy – dla rodzica, który najpierw musi wypić kawę, żeby potem móc być miłym człowiekiem.
Dzięki temu możesz zabrać ze sobą ulubione produkty dzieci, gotować po swojemu i w swoim rytmie: wcześnie, późno, w kilku turach, dokładnie tak, jak to zwykle wygląda w życiu z rodziną. Nie jesteś uzależniony(-a) od godzin śniadań czy menu restauracji – jeśli maluch je tylko “ten jeden makaron” albo chleb z masłem krojony “w trójkąty, a nie kwadraty”, po prostu robisz to na miejscu. Dla rodzica to mniej stresu, biegania i kombinowania, dla dziecka – jedzenie, które zna i lubi, więc mniej marudzenia i kryzysów przy stole.
Organizacja posiłków przekłada się tu bezpośrednio na komfort całej rodziny: możesz zaplanować jeden większy wypad do sklepu, a potem spokojnie funkcjonować, zamiast trzy razy dziennie zastanawiać się “gdzie dziś zjemy”. Wieczorem odpalasz piekarnik, dzieci w międzyczasie biegają po domu albo szykują się do snu, a Ty po prostu pilnujesz, żeby się nie przypaliło. Rano wrzucasz tosty do opiekacza, kawę do ekspresu i w kilka minut masz śniadanie gotowe bez wyprawy “na miasto”. Mniej czasu na organizację jedzenia oznacza więcej czasu na jezioro, planszówki, huśtawki i zwykłe bycie razem – a o to właśnie chodzi w tym wyjeździe.
{{ rooms_status }}
Maks: {{ room.adults_html }} dorosłych lub dzieci (śpiących osobno) + {{ room.all_children_html }} {{ room.all_children_html == 1 ? 'małe dziecko' : 'małych dzieci' }}